Centralny Azyl dla Zwierząt miał powstać do 2024 roku. Jest 23 stycznia 2026, a w praktyce dalej mamy „azyl na papierze”.
A dokładniej dyrekcję i działkę, na której – jak opisuje OKO.press – prace ruszą dopiero za kilka lat.
To nie jest drobne opóźnienie. Powiedzmy to sobie jasno: to jest kompromitacja państwa w obszarze ochrony zwierząt. Bo co to oznacza w realnym świecie? Że kiedy służby odbierają dzikie zwierzę z przemytu albo interwencji, nadal zaczyna się nerwowe „szukanie miejsca”. Nawet w tej historii „pierwsza podopieczna” CADZ trafia po prostu do ZOO w Poznaniu, bo… fizycznego azylu nie ma.
Dochodzi do tego jeszcze jedna kwestia, o której mówi też dr Robert Maślak, zoolog oraz ekspert zajmujący się dobrostanem dzikich zwierząt w niewoli – jeden azyl to za mało. Potrzebna jest sieć takich miejsc: wyspecjalizowanych i przygotowanych do konkretnych grup gatunków. W przeciwnym razie będziemy stale udawać, że „system działa”, a w praktyce gasić pożary (brzmi znajomo, prawda?).
Plus ważna kwestia – dopóki prawo pozwala ludziom kupować i trzymać egzotyczne oraz dzikie gatunki, do których nie mają ani warunków ani wiedzy, dalej będziemy świadkami kolejnych interwencji, kolejnych dramatów i kolejnych braków miejsc.
W tekście padają liczby, podpisy i daty: prezydent podpisał nowelizację, zwiększono finansowanie, do 2031 roku ma to być nawet 133,154 mln złotych. Tylko że krzywda dzieje się tu i teraz. A azyl, który miał już być, wciąż nie istnieje…
Więcej przeczytacie na łamach OKO.press: https://tiny.pl/fm4w63b8w

